Reklama Satkent
Dlaczego warto zwiedzić Rochester ?

Rzymskie ruiny murów obronnych, zamek z czasów Wilhelma Zdobywcy, renesansowe dworki są świadectwem bogatej przeszłości Rochester. Było to też ulubione miasto Dickensa. Natomiast w tutejszym muzeum można poznać przejmującą historię dziewiętnastowiecznych pływających więzień.
Często szukamy miejsc niezwykłych i atrakcyjnych w odległych okolicach, nie doceniając prawdziwych skarbów turystycznych będących w zasięgu ręki. Dlatego musiał minąć prawie rok zanim wybrałam się do Rochester, leżącym w hrabstwie Kent.

Położony nad rzeką Medway, zaledwie o 30 mil na południowy-wschód od Londynu, z daleka przyciąga uwagę sylwetką średniowiecznego zamku i gotyckiej katedry. Spacer po historycznej części Rochester uświadomił mi również jak bogatą przeszłość mają prawie wszystkie budynki przy High Street. Jest to bowiem szczególne miejsce, przyciągające od pradawnych czasów najeźdźców, królów i uchodźców. Było to także miasto wyjątkowo często wymieniane przez Charlesa Dickensa w wielu powieściach. Wdzięczni mieszkańcy, na każdym nieomal kroku, rewanżują się pisarzowi składając mu należny hołd. Tu właśnie działa Charles Dickens Centre, a na wiosnę i w grudniu organizowane są Dickens Festival i Dickens Christmas. Spacerując po High Street, głównej ulicy, żywo przypominającej czasy królowej Wiktorii, co rusz napotykam nazwy pubów, hoteli czy sklepów związanych z wielkim autorem.

Tak jak obfita w wydarzenia jest przeszłość miasta, tak i jego nazwa rodziła się z trudem i zmieniała przez wiele stuleci. Prawdopodobnie wywodzi się ona od słowa Durobrivis (fort przy moście) wymawianego jednak jako Robrivis. W dodatku jeden z ówczesnych kronikarzy przejęzyczył się i błędnie zapisał ją jako Hrofi’s. W jakiś czas później zaczęto używać słowa Hrofescester. W końcu, w 1610 roku pojawiła się ostateczna wersja, Rochester. Warto tu wspomnieć, że końcówka „chester” pojawia się w nazwach wielu miast w Wielkiej Brytanii i jest językową pamiątką po rzymskiej inwazji, kiedy to zwycięska armia zakładała wojskowe obozy „castra”, zalążki późniejszych miast. Choć odległość od stacji kolejowej do zamku i katedry jest niewielka, to po drodze warto zatrzymać się i uważnie obejrzeć miejsca oraz domy związane z historią miasta. Nie sposób opisać wszystkiego. Mnie szczególnie zachwycił szesnastowieczny pałac zwany Restauration House leżący przy Crow lane. Zgodnie z przekazem potomnych, sam Charles II odwiedził to miejsce w przeddzień przywrócenia monarchii w maju 1660 roku. Pierwotnie były to dwa oddzielne budynki, połączone pół wieku później w jeden, po dobudowaniu środkowej części pałacu. Widać to wyraźne, bowiem dwa skrzydła różną się znacznie od siebie. Również Charles Dickens upamiętnił to miejsce w swojej powieści „Great Expectations”.

Powróciwszy do High Street, oglądam jeszcze jeden szesnastowieczny budynek, Eastgate House, siedzibę ówczesnego burmistrza Rochester, także uwieczniony w innej, słynnej powieści Dickensa, „Pickwick Papers”. Idąc w stronę zamku, mijam zachowane fragmenty rzymskich fortyfikacji. W przeszłości Rochester był jednym z czterech miast w hrabstwie Kent z murami obronnymi. Potem, przechodząc obok szpitala La Providence, odkrywam kolejny rozdział bolesnej historii religijnych prześladowań. Rochester przyjął francuskich Hugenotów uciekających przed represjami w XVIII wieku. Do dziś ich potomkowie mieszkają tu i w Londynie, w Hackney.

Charles Dickens spędził zaledwie kilka lat wczesnego dzieciństwa w pobliskiej miejscowości Chatham. Dopiero jako uznany powieściopisarz wrócił w te okolice kupując posiadłość w Gad’s Hill Place w Higham. Trudno jednak nie zauważyć, jak często rzeczywiście istniejące budynki Rochester pojawiają się w jego powieściach. Na fasadzie Bull Hotel ozdobna tablica dokładnie informuje, że pisarz wspomniał o tym miejscu w ”Pickwick Papers” i w "Great Expectations". Wspomina się tu również o wizycie samej Wiktorii (wtedy jeszcze księżniczki), która wraz z matką spędziła tu noc chroniąc się przed burzą w 1836 roku. Wracając jednak do Dickensa, dowiedziałam się, że podobno odwiedzał czasami tutejszy cmentarz szukając inspiracji, a stare nagrobki nie raz pomogły mu nadać odpowiednie imię i nazwisko swoim postaciom. Przyznaję, że nie przepadam za powieściami Dickensa, a długość niektórych z nich wręcz mnie odstrasza. Natomiast czytając niedawno eseje literackie Elliota Engela dowiedziałam się, że Dickens był pierwszym angielskim autorem publikującym swoje utwory w odcinkach, w poczytnej prasie. Dzięki temu szybko zdobył wiernych czytelników i dorobił się tak wielkiej fortuny, że jest ponoć uznawany za najbogatszego pisarza Wielkiej Brytanii.

Jednak wszystkie te atrakcje przyćmiewa potężna sylwetka obronnego zamku, wybudowanego przez Normanów tuż po inwazji na Wyspę. Stoi on na wzgórzu, na którym Rzymianie założyli swoje obozowisko w 43 roku naszej ery. Doskonale usytuowany, tuż nad brzegiem rzeki, od stuleci był najlepszym strategicznym punktem w okolicy. Ruiny zachowane do naszych czasów pochodzą z 1066 roku. Choć był wielokrotnie oblegany, niszczony i przebudowywany, do tej pory zachwyca smukłą sylwetką z wieżami obronnymi w każdym rogu. Dobry obserwator zauważy z pewnością, że południowo - wschodnia wieża jako jedyna jest okrągła. Burzliwa historia budowli wyjaśnia także i tę zagadkę. Otóż w 1235 roku część normańskich baronów zbuntowała się, przeciwstawiając samemu królowi. Rebelianci, pod przywództwem Williama de Albi i Reginalda de Cornhill zamknęli się w twierdzy na ponad miesiąc. Nie pomogły najnowocześniejsze machiny oblężnicze. Ostatecznie zwolennicy króla Jana wykopali głęboki tunel prowadzący do jednej z wież. Legenda głosi, że użyto sadła czterdziestu świń aby podsycić pożar i doprowadzić do zburzenia wieży. Nawet i taki podstęp nie złamał ducha walki. Spowodował to dopiero dotkliwy głód, który wypędził oblężonych z nie zdobytej twierdzy. Wieżę natomiast odbudowano dziesięć lat później, już w zmienionej formie, bowiem okrągły kształt lepiej nadawał się do obrony przed atakami pocisków i kul. Zwiedzając kilkukondygnacyjne wnętrze, wspinając się po kamiennych schodach „wydeptanych” przez wiele pokoleń, trudno nie zachwycić się geniuszem tamtejszych budowniczych. Znane jest zresztą nazwisko jednego z nich. Kolejnej przebudowy, w roku 1089, dokonał Biskup Gundulph, który brał również udział w rozbudowie katedry leżącej w sąsiedztwie zamku oraz samego Tower w Londynie.

Na zakończenie, po szybkim zwiedzeniu katedry, postanowiłam zajrzeć do budynku Guildhall, mieszczącego obecnie muzeum miejskie. Tu odkryłam mało znane i jeszcze mniej pochlebne fakty z historii Anglii. W muzeum tym mieści się niezwykła ekspozycja przedstawiająca historię pływających brytyjskich więzień z początków XIX wieku. Przez ponad 80 lat na starych wojennych żaglowcach, zwanych „hulks”, zakotwiczonych na rzece Medway przetrzymywano więźniów i jeńców wojennych. Początkowo zsyłano przestępców do Ameryki na tereny brytyjskich kolonii. Jednak wraz z utratą tych terytoriów, po przegranych wojnach z Francją i Ameryką, rząd brytyjski stanął przed ogromnym problemem. Gdzie przetrzymywać coraz liczniejsze rzesze odbywających karę, skoro istniejące więzienia pękały w szwach? Sięgnięto po pragmatyczne rozwiązanie. Rząd zlecił prywatnemu przedsiębiorcy przerobienie starych wojennych żaglowców na pomieszczenia dla skazańców. Warunki tych pływających cel były niewyobrażalne; ciasnota, brud, głód, robactwo i szczury towarzyszyły więźniom na co dzień. Zważywszy, że w tamtych czasach przetrzymywano groźnych przestępców ze zwykłymi złodziejaszkami, często kilkuletnimi dziećmi, można sobie wyobrazić grozę tych miejsc. Jeden z lekarzy więziennych miał powiedzieć, że wolałby przeżyć śmierć własnego dziecka niż dowiedzieć się o zesłaniu go na „hulks”. W końcu, dzięki protestom postępowych obywateli, zaprzestano tych nieludzkich praktyk. Ostatni hulk został spalony w 1885 roku.
Pomimo tak przygnębiającego odkrycia, w pamięci zostanie mi przede wszystkim majestatyczna sylwetka normandzkiej twierdzy z widokiem na całe miasto, rzekę i odległe wzgórza. High Street przypomni o wiktoriańskiej Anglii, a renesansowe dworki czasy Elżbiety I. Londyn, czerwiec 2008

Autor: Magdalenaszu

17-10-2011 administrator   Rochester

Dodaj komentarz

Losowa firma

PROPERTY MAINTENANCE HANDYMAN
ALL TYPE OF BUILDING WORK UNDERTAKEN! -BRICKWORK -PLASTERING -ROOFING -KITCHENS -BATHROOMS -REFURBISHMENTS -TILING -PAINTING -DECORATION -PLUMBING -FENCES- REMOVAL WORK - REPLACEMENT DOOR AND WINDOW
Lokalizacja: CHATHAM
Szczegóły firmy

Ostatnie ogłoszenia

Polskie Biuro Księgowe w UK
Polskie Biuro Księgowe UK Kompleksowa obsługa księgowa w Anglii. Zakres usług: - Rozliczenia roczne Self Assessment - Obsłu...
Lokalizacja: londyn
Szczegóły ogłoszenia
ROZMOWY z ANGLII do POLSKI
Oferujemy bezpośrednie przekierowanie połączeń na JEDEN wskazany przez Ciebie numer stacjonarny lub komórkowy w UK albo za grani...
Lokalizacja: londyn
Szczegóły ogłoszenia
« Plutos » Biuro rachunkowe, London Zapraszamy Państwa do skorzystania z usług naszego biura
Oferta zawiera pełen zakres usług księgowych: • Rejestracja i prowadzenie spółek LTD • Rozliczenie i rejestracja osób fizyczny...
Lokalizacja: londyn
Szczegóły ogłoszenia

Komentarze

Generowanie strony [s]: 0.1049

Nawigacja

Nasza społeczność